minerva mcgonagall

10 najlepszych momentów z McGonagall

Rowling postacie tworzy genialnie.

Jedną z wielu niezwykle udanych kreacji jest twarda, surowa i opanowana – Minerva McGonagall.

Ona też miała na sobie długi płaszcz, tyle że szmaragdowy. Czarne włosy upięła w ciasny, bułeczkowaty kok. Wyglądała na bardzo wzburzoną.

– Skąd pan wiedział, że to ja? – zapytała.

– Ależ, droga pani profesor, nigdy nie widziałem kota, który by siedział tak sztywno.

Harry Potter i Kamień Filozoficzny

 

Profesor McGonagall jest jednym z tych nauczycieli, którzy w klasie utrzymują ciszę bez wysiłku.

I postacią, której trudno nie uwielbiać.

 

Jej skrócona biografia pokazująca, jak życie ukształtowało jej charakter:

Minerva McGonagall była dzieckiem niezbyt szczęśliwego małżeństwa, mając matkę czarownicę i ojca mugola. Dlatego, kiedy oświadczył się jej przystojny, niemagiczny syn lokalnego farmera, w którym była szaleńczo zakochana, z ogromnym żalem odrzuciła jego zaręczyny, łamiąc mu (i sobie) serce. Nie przestała go kochać, nawet kiedy lata później jej były ożenił się z inną kobietą. Nie wyszła ponownie za mąż – dopóki jej dawny ukochany przedwcześnie nie umarł.
Dopiero wtedy Minerva zgodziła się poślubić dużo starszego czarodzieja, z którym krótko spędziła szczęśliwe chwile. Po 3 latach małżeństwa jej mąż zginął tragiczną śmiercią.

 

Przełammy tę dramatyczną historię momentami z książek, które łagodzą jej oschłe obejście.

 

1.

– My właśnie… no… – wyjąkał Ron – my chcieliśmy… zobaczyć…

– Hermionę – wpadł mu w słowo Harry. – (…) pomyśleliśmy sobie, że przemkniemy się do skrzydła szpitalnego i… i powiemy jej, że mandragory są już prawie gotowe i… ee… że nie musi się już martwić.

Profesor McGonagall utkwiła w nim spojrzenie i Harry pomyślał, że za chwilę wybuchnie, ale kiedy przemówiła, jej głos był dziwnie wilgotny i ochrypły.

– Oczywiście – powiedziała, a Harry ze zdumieniem zobaczył, że w jej oku zalśniła łza. – Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że to wszystko jest bardzo ciężkie dla przyjaciół tych, którzy zostali… Bardzo dobrze to rozumiem. (…) Powiedzcie pani Pomfrey, że macie moje pozwolenie.

Harry i Ron odeszli, nie mogąc uwierzyć, że uniknęli szlabanu. Kiedy zniknęli za rogiem korytarza, usłyszeli, jak profesor McGonagall hałaśliwie wydmuchuje nos.

Harry Potter i Komnata Tajemnic

2.

– A więc teraz masz wolną rękę, Gilderoy – oświadczyła profesor McGonagall. – Dziś wieczorem nadarza się świetna okazja, aby to uczynić. Zadbamy, aby nikt nie wchodził ci w drogę. Będziesz mógł robić z potworem, co ci się spodoba. Masz pełną swobodę działania.
– N-n-no dobrze – wyjąkał. – B-b-będę w swoim gabinecie, muszę się przygotować…
I wyszedł.
– Świetnie – powiedziała profesor McGonagall, której nozdrza drgały groźnie. – Przynajmniej zszedł nam z oczu. I sprzed naszych butów.

Harry Potter i Komnata Tajemnic

3.

 – To kto ma umrzeć w tym roku?

Wszyscy spojrzeli na nią ze zdumieniem.

– Ja – wyznał w końcu Harry.

– Rozumiem. – Profesor McGonagall utkwiła w nim swoje paciorkowate oczy. – Powinieneś więc wiedzieć, Potter, że Sybilla Trelawney co roku przepowiada śmierć któregoś z uczniów. Jak dotąd żaden jeszcze nie umarł. (…) Gdyby nie to, że nigdy nie wyrażam się źle o moich kolegach…

Urwała, a nozdrza jej pobielały.

– Wróżbiarstwo jest jedną z najmniej ścisłych dziedzin magii – powiedziała po chwili, już bardziej spokojnym tonem. – Nie będę przed wami ukrywała, że do wróżenia z fusów odnoszę się dość sceptycznie. Prawdziwi jasnowidze rzadko się zdarzają, a profesor Trelawney…

Znowu urwała, po czym dodała rzeczowym tonem:

– Wyglądasz bardzo zdrowo, Potter, więc wybacz mi, ale nie zwolnię cię z obowiązku odrobienia pracy domowej. Chyba żebyś umarł, wtedy możesz śmiało czuć się zwolniony.

Harry Potter i Więzień Azkabanu

4.

Pamiętacie przepowiednię Sybilli o 13 osobach zasiadających do stołu?

– Proszę nigdy nie zapominać, że kiedy trzynaście osób zasiada do stołu, pierwsza, która wstanie, będzie pierwszą, która umrze!(…)
Opchani do granic możliwości, wciąż w kapeluszach z cukierków-niespodzianek, Harry i Ron pierwsi wstali od stołu, a wówczas usłyszeli przeraźliwy pisk profesor Trelawney.
– Ach, moi kochani! Kto z was pierwszy podniósł się z krzesła? Kto?
– Nie wiem – wybąkał Ron, patrząc ze strachem na Harry’ego.
– Nie sądzę, by to miało jakieś znaczenie – oświadczyła chłodno profesor McGonagall – chyba że za drzwiami czeka jakiś szaleniec z siekierą, żeby zamordować pierwszą osobę, która wyjdzie z Wielkiej Sali.

Harry Potter i Więzień Azkabanu

5.

 

Wiedzieliście, że McGonagall za swoich szkolnych czasów grała w Quidditcha?

– TY WREDNA SZUMOWINO! – krzyczał Lee Jordan do mikrofonu, podskakując poza zasięgiem rąk profesor McGonagall. – TY PODŁY OSZUŚCIE, TY…
Profesor McGonagall nawet go nie upomniała. Wymachiwała pięścią w kierunku Malfoya, kapelusz jej spadł i sama wrzeszczała ile sił w płucach.
Harry Potter i Więzień Azkabanu

6.

Profesor McGonagall szlochała jeszcze bardziej niż Wood, ocierając sobie oczy wielką flagą Gryffindoru, a przez tłum przedzierali się ku niemu Ron i Hermiona.
Harry Potter i Więzień Azkabanu

7.

Ten niezapomniany dialog:
– No więc? – rzuciła niecierpliwie. – Czy to prawda?
– Co ma być prawdą? – zapytał Harry trochę bardziej agresywnym tonem, niż zamierzał, więc szybko dodał: – Pani profesor?
– Czy to prawda, że podniosłeś głos na profesor Umbridge?
– Tak.
– I że zarzuciłeś jej kłamstwo?
– Tak.
– I powiedziałeś jej, że Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać powrócił?
– Tak.
Profesor McGonagall usiadła za biurkiem i spojrzała na niego srogo. Potem powiedziała:
– Weź sobie ciasteczko, Potter.

8.


Konsultacje zawodowe:

– No więc, Potter – ciągnęła dalej, jakby jej nie przerwano – jeśli poważnie o tym myślisz, radziłabym ci przede wszystkim podciągnąć się z transmutacji i eliksirów. Widzę, że profesor Flitwick ocenia twoje osiągnięcia z ostatnich dwu lat między „zadowalającym” a „powyżej oczekiwań”, więc z zaklęciami dasz sobie chyba radę, a jeśli chodzi o obronę przed czarną magią, stopnie masz całkiem niezłe, zwłaszcza profesor Lupin uważał, że… CZY JESTEŚ NAPRAWDĘ PEWNA, DOLORES, ŻE NIE CHCESZ CUKIERKA OD KASZLU?

– Och, nie, nie trzeba, Minerwo – odpowiedziała przymilnie profesor Umbridge, której ostatnie kaszlnięcie było jak dotąd najgłośniejsze. – Ale pomyślałam sobie, że chyba nie masz przed sobą ostatnich stopni Harry’ego z obrony przed czarną magią. Jestem pewna, że przesłałam ci notkę z tymi stopniami… (…) Obawiam się, że nie całkiem rozumiem, jak możesz dawać panu Potterowi fałszywą nadzieję, że…

– Fałszywą nadzieję? – powtórzyła profesor McGonagall, nadal na nią nie patrząc. – Otrzymał wysokie oceny ze wszystkich sprawdzianów z obrony przed czarną magią…

– Naprawdę bardzo mi przykro, Minerwo, ale kiedy przeczytasz uważnie moją notkę, to zrozumiesz, że Harry ma żałosne wyniki na moich lekcjach…

– Powinnam wyrazić się jaśniej – powiedziała profesor McGonagall, odwracając się, by spojrzeć Umbridge prosto w oczy. – Otrzymał wysokie oceny ze wszystkich sprawdzianów z obrony przed czarną magią przeprowadzonych przez kompetentnego nauczyciela.

Uśmiech zniknął z twarzy profesor Umbridge tak nagle, jak światło z przepalonej żarówki.(…)

– Potter nie ma najmniejszych szans na to, by kiedykolwiek zostać aurorem!

Profesor McGonagall też wstała, ale w jej przypadku zrobiło to o wiele większe wrażenie.

– Potter – powiedziała donośnym głosem – osobiście pomogę ci zostać aurorem, nawet jeśli będzie to ostatnia rzecz, jaką zrobię!

Harry Potter i Zakon Feniksa

9.

– Nie mooożesz mnie stąd wyrzuuucić! – zawyła profesor Trelawney, a strumienie łez wypłynęły jej spod niesamowicie grubych soczewek okularów. – Nie możesz! Jestem tu od szesnastu lat! Hogwart to mój dooom!

(…) Harry usłyszał ciche łkanie z lewej strony: Lavender i Parvati płakały, obejmując się ramionami. A potem usłyszał kroki. Profesor McGonagall wyszła z kręgu widzów, podeszła prosto do pani Trelawney, poklepała ją dość mocno po plecach i wyciągnęła z kieszeni wielką chustkę do nosa.

– Masz, Sybillo… Uspokój się… Wytrzyj sobie nos… Nie jest tak źle, jak myślisz… Wcale nie opuścisz Hogwartu…

Harry Potter i Zakon Feniksa

10.

I na koniec:

Pomaszerowała w stronę drzwi, unosząc różdżkę, z której końca wyskoczyły trzy srebrne koty z ciemnymi otoczkami wokół oczu. Patronusy z kocim wdziękiem zbiegły przed nią spiralnymi schodami, a McGonagall, Harry i Luna za nimi.

Harry Potter i Insygnia Śmierci

Pomijając już to, że McGonagall potrafi wyczarować TRZY patronusy, zastanowiliście się nad formą, jaką przybierają?

Patronusem McGonagall jest ona sama!

 


Nikt lepiej nie obroni McGonagall niż ona sama! Znaliście wcześniej jej tragiczną historię?