3 książki, przy których będziesz śmiać się na głos

książki, przy których będziesz śmiać się na głos

Śmiech jest zdrowy. Poprawia krążenie, dotlenia, relaksuje.

Według badań, w sytuacjach społecznych śmiejemy się aż 30 razy częściej niż w samotności.

Czytając, śmiejemy się najczęściej właśnie w duchu. A jednak są takie książki, przy których zdarza się nam wybuchnąć śmiechem na głos, prawda?

 

czytaj z nami - klub ksiazki
Wpis powstał w ramach akcji „Czytaj z nami” powstałej z inicjatywy Magdy z bloga Save The Magic Moments.

Przed nami 3 książkowe blogerki, które opowiedzą nam, przy jakich książkach one same śmiały się na głos 🙂

 

Agnieszka z bloga Aga to czyta

 

Zastanawiając się nad tym, przy jakiej książce śmiałam się ostatnio na głos, jako pierwsza na myśl przychodzi mi „Ostatnia arystokratka” Evzen Bocek. Książka opowiada historię Kostków, którzy powracają z Ameryki do Czech, ponieważ jako jedna z trzydziestu rodzin otrzymują ponownie we władanie wiekową siedzibę. Mieszkał w niej Himmler, a ślub brała tam Vondrackova. Jednak niełatwo opuścić Amerykę czeskim arystokratom.

Narratorem historii jest Maria Kostka z Kostki. Jest trzecią już z kolei Marią naznaczoną stygmatem swoich zmarłych poprzedniczek, z których żadna nie dożyła dwudziestu lat. Rodzina Marii do łatwych nie należy. Rodzice czują się w nowym domu wyobcowani i narasta w nich frustracja. Poza tym w domu zadomowiła się także inna ciekawa trójka bohaterów. Kasztelan Józef, który do pracowitych nie należy, a mentalnie nadal tkwi w XIX wieku. Sprzątaczka, pani Cicha, która najchętniej zamieszkałaby już w domu starców. Ogrodnik, pan Spock, który zamiast roślinami zajmuje się obserwacją zmian w organizmie, które mogą doprowadzić do szybkiej śmierci.

ostatnia arystokratka - evzen bocek

Rodzina Kostków szuka sposobu, aby zarobić na wiekowym zamku, przyciągając do niego turystów. Okazuje się to jednak nie być tak łatwe jak zakładali.

Humor autora i budowanie gagów. Momentami surrealistyczne historie amerykańskich arystokratów powracających do ojczyzny. Ciekawie wykreowani bohaterowie. To wszystko sprawiło, że lektura „Ostatniej arystokratki” była przyjemna, a ja wielokrotnie nie mogłam opanować śmiechu.

Polecam Wam tę książkę.

 

 

Aggi z bloga Nie tylko Bestsellery

 

Jakiś czas temu Agnieszka zaprosiła mnie do gościnnego wpisu na temat książki. Temat – „Książka, przy której śmiałam się na głos”. Mój wpis, jak przypuszczam, będzie dość nietypowy, bo i tematyka raczej mniej popularna wśród osób w moim wieku.

Mimo 30–stki na karku często wracam do młodzieżowych pozycji – gdzieś tam we mnie drzemie jeszcze dziecko 😉 Ale się tego nie wstydzę, uważam, że każdy ma w sobie coś z dziecka, tylko czasem to ukrywa głęboko – zbyt głęboko. W wielu kwestiach powinniśmy czerpać i inspirować się dziećmi – ich umiejętność cieszenia się z drobiazgów jest wartością, którą warto w sobie pielęgnować, dzięki temu łatwiej znosić trudy dnia codziennego. Odkrywanie drobnych radości potrafi umilić każdy, nawet niezbyt udany dzień.

Wracając do tematu wpisu – książka, o której dziś opowiem to Stalky i spółka, typowo młodzieżowa pozycja. Jak widzicie na zdjęciu jest już lekko sfatygowana – kiepska jakość wydania oraz kilkukrotne jej czytanie odcisnęły na niej piętno.

Rudyard’a Kipling’a kojarzymy głównie jako autora słynnej Księgi Dżungli, ale spod jego pióra wyszło wiele innych pozycji, w tym opisywana przeze mnie właśnie książka o Stalky’m.

Stalky i spółka jest książką po części biograficzną – autor opisuje przygody trójki przyjaciół wspólnie uczących się w szkole dla chłopców. Niekoniecznie grzeszą oni rozsądkiem, ich pomysły są w sumie typowe dla nastolatków w ich wieku. Na porządku dziennym są utarczki z innymi domami, psikusy płatane nielubianym nauczycielom, nielegalne wyprawy poza teren szkoły.

Uwielbiam tego typu opowieści, wygłupy dzieciaków nieodmiennie mnie śmieszą. Czasami szczerze żałuję, że nie było mi dane chodzić do tego typu szkoły, choć i w moim gimnazjum zdarzały się śmieszne akcje 😉
Tytułowy Stalky jest odważnym i inteligentnym chłopcem, ma głowę pełną – niekoniecznie jednak mądrych – pomysłów, które wciela w życie wraz z Beetl’em (pod którego postacią ukrywa się autor książki) i równie zwariowanym Turkey’em. Przygody nierozłącznej trójcy niezmiennie mnie śmieszą i gdy mam gorszy dzień chętnie sięgam po tę pozycję.

 

Asia z bloga Zakręcony belfer

 

Od pewnego czasu najlepiej odpoczywam pochłaniając kolejne kryminały na zmianę z fantastyką i powieściami dla młodzieży. Kiedy jednak mam ochotę na “coś lżejszego” sięgam po książki Moniki Szwai. Każda z nich tchnie optymizmem i wywołuje uśmiech na twarzy, jednak najchętniej wracam do “Statecznej i postrzelonej”.

Ta, z jednej strony pogodna, z innej zwariowana opowieść zabiera czytelnika w przepiękne karkonoskie krajobrazy. Wątek niespełnionej miłości, tajemniczej historii oraz gangsterskiej afery umiejętnie przeplatany jest z codziennością. Pewnego dnia grupa przyjaciół, dość spontanicznie, podejmuje decyzję, by założyć gospodarstwo agroturystyczne. Być może nie byłoby w tym niczego dziwnego, gdyby nie fakt, że każde z nich zamieszkuje w innym regionie Polski i o prowadzeniu takiego interesu nie ma pojęcia. Niemal z dnia na dzień żegnają dawne życie i rozpoczynają wielką przygodę.

Dość ciekawa jest narracja powieści. Dzięki wprowadzeniu podwójnego narratora, statecznej Luli i postrzelonej Emilki, mamy szansę spojrzeć na wiele sytuacji z różnych stron (czasami wręcz relacje wykluczają się wzajemnie). Dodajmy do tego spiskujące staruszki, watahę zwierząt, dwoje zwariowanych dzieciaków oraz ekstrawertycznego artystę, a otrzymamy mieszankę iście wybuchową.

Za co szczególnie lubię tę pozycję? Za niezobowiązujące dialogi i wynikające z niedostatecznej znajomości języka lapsusy (śmiesznostki językowe ubarwiające dodatkowo akcję). Cenię za optymizm i znak, że nigdy nie jest zbyt późno na zmianę. Zwłaszcza jeśli ma być to zmiana na lepsze. Lubię ten zastrzyk dobrej energii, który towarzyszy lekturze. No i oczywiście to, że czasami trudno jest się powstrzymać przed głośnym śmiechem bez względu na otoczenie.

 


A przy jakiej książce ostatnio Wy śmialiście się na głos?